zniszczmy to dziadostwo! http://polish-75252818163.spampoison.com/
niedziela, 4 maja 2008
Chciałam napisać komentarz do sprawy "potwora" Frizla z Amstetten. Wyrazić zbulwersowanie, oburzenie, przerażenie i współczucie dla tych, których przez tyle lat bezkarnie krzywdził. I... nie umiem. Cokolwiek bym nie napisała, wydaje mi się trywialne, puste, zbyt słabe, niepotrzebne, a do tego nie oddające w pełni tego, co powinno. Widać pewne zbrodnie są tak straszne, że wymykają się ludzkiej percepcji.
Nawet zastanawiałam się, czy to, co się działo przez tyle lat w piwnicy tego niby "porządnego obywatela", wpłynęło jakoś na moje podejście do prawa karnego. I chyba nie. Z reguły w takich chwilach myślenie typu "wykastrować go" czy "takich powinno się wieszać" pojawia się nagminnie, i to nawet w mojej głowie. A w przypadku Frizla jest mi wszystko jedno. Bo czego by mu nie zrobiono, to i tak nie pokryje krzywdy, jaką wyrządził innym. Poza tym jest dobrze po siedemdziesiątce i tego typu opcje jakoś go pewnie nie ruszą, bo i tak by pewnie za kilka lat zdechł, i pewnie i tak gwałcić by już zbyt długo nie mógł... A tak to chociaż miał te dwadzieścia kilka lat niewolnicę do sponiewierania. Powody do satysfakcji z życia, że hej :/
Zastanawia mnie tylko, jak łatwo owinął sobie całe miasteczko wokół palca - sąsiadów, wynajmujących u niego pokoje, żonę, a przede wszystkim przetrzymywaną czwórkę. Nie umiem sobie wyobrazić, dlaczego nie próbowali oprawcy poskromić - przecież było ich więcej, w tym osiemnastoletni chłopak, przeciwko starcowi... Widać ładne pranie mózgu im zrobił...
Ktoś mi niedawno powiedział, że z wiadomości od jakiegoś czasu toleruje tylko te z Joe Monstera. I od razu jego życie stało się lżejsze, i ryzyko wrzodów żołądka wyraźnie zmalało... Aż się zastanawiać zaczęłam, czy nie pójść jego śladem. Skoro i tak świata nie zmienię, to po co się tak przejmować...
czwartek, 13 marca 2008
Pewne fakty wymuszają rewizję przekonań. Widać prawda w tym, że człowiek nie zmienia poglądów tylko po śmierci.
I chyba się w sumie cieszę, że pewne rzeczy ludziom przechodzą. Bo kiedy ich nie ma życie nabiera rumieńców.
Fakty mają charakter rozwojowy...
niedziela, 20 stycznia 2008
pierwiastek z mydła
wtorek, 15 stycznia 2008
Przychodzi czasem taki moment w życiu, że już niczego od niego nie chcesz. Najchętniej stanąć gdzieś z boku, wypisać się z tego kieratu, niech sobie płynie dalej po swojemu, ale najlepiej już bez ciebie.
To jest naprawdę frustrujące, kiedy widzisz ludzi, którzy mają lub mieli kiedyś znaczenie w twoim życiu, jak powtarzają twoje najgłupsze błędy, jak bardzo to jest dla ciebie oczywiste i jak totalnie niezdolna jesteś do komunikacji, do przekazania tego, co czujesz i co wiesz. Jak bardzo czujesz sie niepomocna, bo jedyna rada, jaką ze szczerego serca potrafiłabyś dać, stanowi totalne zaprzeczenie tego, co osoby, do których mówisz, chcą usłyszeć. I jak wiele czasu ja sama potrzebowałam, żeby takie wnioski zdobyć. Nawet, jeślibym tylko chciała oszczędzić bliskim mi ludziom cierpienia, to one tego ode mnie nie oczekują. To trochę boli.
Nie uczymy się na cudzych błędach. To stoi w sprzeczności z ludzką naturą. A nie uczymy się, bo sami przed sobą nie chcemy przyznać, że to są błędy i będziemy ich żałować. Trudno jest czasami, najbardziej przed samym sobą, powiedzieć, że to, co było kiedyś najważniejsze, okazało się być tego niewarte. Niełatwo się człowiekowi przyznać do błędów, szczególnie życiowych.
Poza tym, ja chyba chwilowo zdecydowanie nie czuję tego, co ludzie widzą w tych wszystkich romansidłowych namiętnościach, miłościach, pasjach i rozdarciach. Życie bez tego jest łatwiejsze, naprawdę. I choć chwilami się zastanawiam, czy kiedyś nie będę tego żałować, to teraz sie cieszę, że tego typu kwestie są poza moimi możliwościami poznawczymi.